Projekty
Wolontariat

Statystyki odwiedzin







![]() | Dziś | 355 |
![]() | Wczoraj | 475 |
![]() | Obecny tydzień | 2821 |
![]() | Poprzedni tydzień | 4537 |
![]() | Obecny miesiąc | 9984 |
![]() | Wszystkie | 2394088 |
Twoje IP: 38.107.179.234
,
Dziś jest: Maj 19, 2012
Jesteśmy na Facebook'u!!!!
| Śmierć polskiego oficera |
|
|
|
| Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto | |||||
| Wpisany przez Adam Ejnik | |||||
| poniedziałek, 10 sierpnia 2009 16:14 | |||||
Armia II frontu białoruskiego wkroczyła do Żuromina 19 stycznia 1945 roku. Do miasta wjechały rosyjskie czołgi. Na pierwszym z nich wjeżdżał Stanisław Maryniak z Dąbrowy. Padły ostatnie strzały: rosyjscy żołnierze ostrzeliwali saperów, którzy próbowali podłożyć materiały wybuchowe w żuromińskim kościele. Ale niemiecki żołnierz nie był ostatnią ofiarą II wojny światowej. Był nią polski oficer Czesław Olszlegier, który zginął od kuli żołnierza sojuszniczych sił radzieckich.
O śmierci mówią dwa źródła. Pierwsze to wywiad z mieszkańcem Żuromina Tadeuszem Rutowskim. Pan Rutowski doskonale pamięta, co mówiło się o tej śmierci. Polacy świętowali jeszcze wyzwolenie. W mieście odbywało się wiele zabaw, potańcówek. Jednym z organizatorów tego typu zabaw był stacjonujący w Żurominie komendant wojenny – Rosjanin. Podczas jednej z takich potańcówek – wspomina Tadeusz Rutowski – oficer stanął w obronie kobiety, swojej siostry Janiny napastowanej przez tego komendanta. Wtedy Rosjanin miał wyciągnąć pistolet i zastrzelić Czesława Olszlegra. Tragedia ta otworzyła oczy wielu mieszkańcom naszego miasta. Skończył się czas zabaw. Nie korzystano już z potańcówek organizowanych w sobotnie noce przez władze. Żurominianie napominani wcześniej przez proboszcza Staniaszkę wrócili do bram kościoła.
Drugim źródłem mówiącym o żuromińskiej tragedii jest relacja Marianny Olszlegier – siostry zamordowanego. Marianna Olszlegier w swej relacji przedstawia przedwojenne i wojenne losy brata. Czesław Olszleger uzyskał w 1939 roku rangę podporucznika. W roku 1939 dostał się do niewoli, skąd zbiegł i przebywał na początku w Kownie potem w Wilnie. Ścigany musiał uciekać do Warszawy i Krakowa. W Krakowie podczas ucieczki przed gestapo został postrzelony w rękę. Podczas wojny służył w jednostkach Armii Krajowej. W marcu 1945 roku w Żurominie już Niemców nie było. Wtedy to Czesław Olszlegier wrócił do swego rodzinnego miasta, myśląc, że zacznie się dla niego i jego żony nowe życie. Jednak w Żurominie oficer był co wieczór kontrolowany przez milicjanta i radzieckiego żołnierza. Pewnego razu aresztowano Czesława Olszlegra. Radziecki żołnierz miał powiedzieć oficerowi, że będzie musiał go zabić. Odtąd rodzina Olszlegrów żyła w ciągłym strachu. „Dnia 1 kwietnia 1945 roku w pierwszy dzień Wielkanocy żołnierz radziecki i żuromiński komendant milicji szukali podstępu, żeby brata zgładzić – wspomina Marianna Olszlegier – komendant zaprosił mego brata Czesława wraz z siostrą do siebie do pokoju na gościnę i tam go zastrzelił podstępem z rewolweru na oczach mojej siostry, Janiny Sznoła. Ów komendant sam wezwał lekarza, który udzielił pomocy, lecz kula była dobrze trafiona i na oczach lekarza Aleksandra Kaźmierskiego, brat zmarł.”
Kiedy czytam o tej niepotrzebnej, wydawałoby się, śmierci, odczuwam jej religijną symbolikę. Polskiego oficera zastrzelono w Wielką Sobotę. Być może najbliżsi – matka, żona oczekiwali w swej miłości w niedzielę cudu zmartwychwstania. Cud się nie zdarzył, ale ksiądz Tadeusz Rutowski w swojej relacji wyraźnie podkreśla zachowanie się żuromińskiej społeczności. Żurominianie w powojennej euforii poddawali się uciechom. Bawili się, tańczyli. Być może mimo Wielkiego Postu. Mało tego – te pierwsze powojenne miesiące to czas upadku moralności. Czas kiedy dokonano samosądów – kamieniując dwóch żuromińskich volksdeutsche’ów. Czas, kiedy grabiono z poniemieckich sklepów, z mieszkań co popadnie. Mimo nawoływań proboszcza Staniaszki zachowania te nie ulegały poprawie. Dopiero śmierć Czesława Olszlegiera otworzyła mieszkańcom Żuromina oczy. Przyszła chwila refleksji i opamiętania. Było to swojego rodzaju zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie mieszkańców Żuromina w Wielką Niedzielę 1945 roku.
|






















