moj_auschwitz.jpg

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś355
mod_vvisit_counterWczoraj475
mod_vvisit_counterObecny tydzień2821
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień4537
mod_vvisit_counterObecny miesiąc9984
mod_vvisit_counterWszystkie2394088

We have: 1 guests, 2 bots online
Twoje IP: 38.107.179.234
 , 
Dziś jest: Maj 19, 2012

Współpraca

Mazowiecki System Informacji Bibliotecznej
Urząd Gminy i Miasta Żuromin
Starostwo Powiatowe w Żurominie
Program rozwoju biliotek
Polski dom kultury
Portal Informacyjny Miasta Żuromin
Tygodnik Ciechanowski
Multimedialna biblioteka młodych
Samorządowe przedszkole nr I w Żurominie
calapolska czytadziecom

Jesteśmy na Facebook'u!!!!



Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates

Śmierć polskiego oficera PDF Drukuj Email
Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto
Wpisany przez Adam Ejnik   
poniedziałek, 10 sierpnia 2009 16:14
Czesław Olszlegier
1945 rok kojarzy się Polakom z końcem wojny. Nie dla wszystkich jednak ta data oznaczała koniec prześladowań. W kwietniu 1945 roku od strzału z pistoletu zginął polski oficer, żurominianin Czesław Olszlegier.

 

Armia II frontu białoruskiego wkroczyła do Żuromina 19 stycznia 1945 roku. Do miasta wjechały rosyjskie czołgi. Na pierwszym z nich wjeżdżał Stanisław Maryniak z Dąbrowy. Padły ostatnie strzały: rosyjscy żołnierze ostrzeliwali saperów, którzy próbowali podłożyć materiały wybuchowe w żuromińskim kościele. Ale niemiecki żołnierz nie był ostatnią ofiarą II wojny światowej. Był nią polski oficer Czesław Olszlegier, który zginął od kuli żołnierza sojuszniczych sił radzieckich.

 

O śmierci mówią dwa źródła. Pierwsze to wywiad z mieszkańcem Żuromina Tadeuszem Rutowskim. Pan Rutowski doskonale pamięta, co mówiło się o tej śmierci. Polacy świętowali jeszcze wyzwolenie. W mieście odbywało się wiele zabaw, potańcówek. Jednym z organizatorów tego typu zabaw był stacjonujący w Żurominie komendant wojenny – Rosjanin. Podczas jednej z takich potańcówek  – wspomina Tadeusz Rutowski – oficer stanął w obronie kobiety, swojej siostry Janiny napastowanej przez tego komendanta. Wtedy Rosjanin miał wyciągnąć pistolet i zastrzelić Czesława Olszlegra. Tragedia ta otworzyła oczy wielu mieszkańcom naszego miasta. Skończył się czas zabaw. Nie korzystano już z potańcówek organizowanych w sobotnie noce przez władze. Żurominianie napominani wcześniej przez proboszcza Staniaszkę wrócili do bram kościoła.

 

Drugim źródłem mówiącym o żuromińskiej tragedii jest relacja Marianny Olszlegier – siostry zamordowanego. Marianna Olszlegier w swej relacji przedstawia przedwojenne i wojenne losy brata. Czesław Olszleger uzyskał w 1939 roku rangę podporucznika. W roku 1939 dostał się do niewoli, skąd zbiegł i przebywał na początku w Kownie potem w Wilnie. Ścigany musiał uciekać do Warszawy i Krakowa. W Krakowie podczas ucieczki przed gestapo został postrzelony w rękę. Podczas wojny służył w jednostkach Armii Krajowej. W marcu 1945 roku w Żurominie już Niemców nie było. Wtedy to Czesław Olszlegier wrócił do swego rodzinnego miasta, myśląc, że zacznie się dla niego i jego żony nowe życie. Jednak w Żurominie oficer był co wieczór kontrolowany przez milicjanta i radzieckiego żołnierza. Pewnego razu aresztowano Czesława Olszlegra. Radziecki żołnierz miał powiedzieć oficerowi, że będzie musiał go zabić. Odtąd rodzina Olszlegrów żyła w ciągłym strachu. „Dnia 1 kwietnia 1945 roku w pierwszy dzień Wielkanocy żołnierz radziecki i żuromiński komendant milicji szukali podstępu, żeby brata zgładzić – wspomina Marianna Olszlegier – komendant zaprosił mego brata Czesława wraz z siostrą do siebie do pokoju na gościnę i tam go zastrzelił podstępem z rewolweru na oczach mojej siostry, Janiny Sznoła. Ów komendant sam wezwał lekarza, który udzielił pomocy, lecz kula była dobrze trafiona i na oczach lekarza Aleksandra Kaźmierskiego, brat zmarł.”

 

Kiedy czytam o tej niepotrzebnej, wydawałoby się, śmierci, odczuwam jej religijną symbolikę. Polskiego oficera zastrzelono w Wielką Sobotę. Być może najbliżsi – matka, żona oczekiwali w swej miłości w niedzielę cudu zmartwychwstania. Cud się nie zdarzył, ale ksiądz Tadeusz Rutowski w swojej relacji wyraźnie podkreśla zachowanie się żuromińskiej społeczności. Żurominianie w powojennej euforii poddawali się uciechom. Bawili się, tańczyli. Być może mimo Wielkiego Postu. Mało tego – te pierwsze powojenne miesiące to czas upadku moralności. Czas kiedy dokonano samosądów – kamieniując dwóch żuromińskich volksdeutsche’ów. Czas, kiedy grabiono z poniemieckich sklepów, z mieszkań co popadnie. Mimo nawoływań proboszcza Staniaszki zachowania te nie ulegały poprawie. Dopiero śmierć Czesława Olszlegiera otworzyła mieszkańcom Żuromina oczy. Przyszła chwila refleksji i opamiętania. Było to swojego rodzaju zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie mieszkańców Żuromina w Wielką Niedzielę 1945 roku.