Projekty
Wolontariat

Statystyki odwiedzin







![]() | Dziś | 356 |
![]() | Wczoraj | 475 |
![]() | Obecny tydzień | 2822 |
![]() | Poprzedni tydzień | 4537 |
![]() | Obecny miesiąc | 9985 |
![]() | Wszystkie | 2394089 |
Twoje IP: 38.107.179.231
,
Dziś jest: Maj 19, 2012
Jesteśmy na Facebook'u!!!!
| Tartak przy ulicy Bieżuńskiej |
|
|
|
| Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto | |||||
| Wpisany przez Adam Ejnik | |||||
| poniedziałek, 23 marca 2009 14:30 | |||||
Tartak należał do pp. Błażejczyków. Postawiono go na skraju miasta przy drodze wylotowej do Bieżunia. Z jego usług korzystali stolarze z Żuromina i okolicznych wiosek. W latach świetności po drzewo z tartaku przyjeżdżali nawet mieszkańcy Lipowca. – Nawet ksiądz z Lipowca przyjeżdżał – mówi pan Kazimierz Antoszewski, długoletni pracownik tartaku – ten ksiądz to jak chłop pracował. Pan Antoni, patrząc na zdjęcie dodaje – O, te konie to są z Lipowca.
Kiedy zdziwiony zapytałem, skąd wie, że te konie są z Lipowca, przecież to zdjęcie sprzed 50 lat, pan Kazimierz ze spokojem odpowiedział, że tylko ludzie z Lipowca w ten sposób rozładowywali furmankę.
W latach świetności w zakładzie pracowało dwóch fizycznych pracowników. Pan Antoni mówi, że była to ciężka i niebezpieczna praca. – Dziś to dzieciak może w tartaku pracować – machnął ręką pan Antoni – wszystko robią maszyny. – Kiedyś to aby te szyny były, co na zdjęciu widać – na nich się przesuwało bale, a dalej były cięte przez geter, taki trak.
W tartaku przy ulicy Bieżuńskiej pan Antoszewski pracował przez 22 lata. Praca zaczynała się o 8 rano w południe była godzinna obiadowa przerwa i później pracowało się do wieczora. Pan Kazimierz wspomina, ze to dobra praca było, choć trochę niebezpieczna. - Dzięki pracy w tartaku nie musiałem martwić się o opał na zimę, zawsze miałem go pod dostatkiem – mówi pracownik tartaku.
O wypadkach przy pracy nie chce dużo mówić, wspomina tylko jak mało sobie nogi siekierką nie obciął i jak wypadek zdarzył się jego koledze, który przez brak ostrożności mało nie stracił ręki.
Na pytanie, dlaczego dziś nie ma tartaku, odpowiada pan Zenon, syn jednego z właścicieli tego zakładu: "Umarł śmiercią naturalną, w latach osiemdziesiątych powstało wiele zakładów produkujących parkiety, tartak przegrywał z nimi konkurencję".
|






















