milosc_po_polsku.jpg

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś356
mod_vvisit_counterWczoraj475
mod_vvisit_counterObecny tydzień2822
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień4537
mod_vvisit_counterObecny miesiąc9985
mod_vvisit_counterWszystkie2394089

We have: 1 guests, 4 bots online
Twoje IP: 38.107.179.231
 , 
Dziś jest: Maj 19, 2012

Współpraca

Mazowiecki System Informacji Bibliotecznej
Urząd Gminy i Miasta Żuromin
Starostwo Powiatowe w Żurominie
Program rozwoju biliotek
Polski dom kultury
Portal Informacyjny Miasta Żuromin
Tygodnik Ciechanowski
Multimedialna biblioteka młodych
Samorządowe przedszkole nr I w Żurominie
calapolska czytadziecom

Jesteśmy na Facebook'u!!!!



Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates

Tartak przy ulicy Bieżuńskiej PDF Drukuj Email
Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto
Wpisany przez Adam Ejnik   
poniedziałek, 23 marca 2009 14:30
Tartak przy ulicy Bieżuńskiej 

Tuż po wojnie przy ulicy Bieżuńskiej w Żurominie postawiono tartak. Działał on dosyć długo, bo do połowy lat osiemdziesiątych. Dziś nie ma po nim żadnych śladów.

Tartak należał do pp. Błażejczyków. Postawiono go na skraju miasta przy drodze wylotowej do Bieżunia. Z jego usług korzystali stolarze z Żuromina i okolicznych wiosek. W latach świetności po drzewo z tartaku przyjeżdżali nawet mieszkańcy Lipowca. – Nawet ksiądz z Lipowca przyjeżdżał – mówi pan Kazimierz Antoszewski, długoletni pracownik tartaku – ten ksiądz to jak chłop pracował. Pan Antoni, patrząc na zdjęcie dodaje – O, te konie to są z Lipowca.

 

Kiedy zdziwiony zapytałem, skąd wie, że te konie są z Lipowca, przecież to zdjęcie sprzed 50 lat, pan Kazimierz ze spokojem odpowiedział, że tylko ludzie z Lipowca w ten sposób rozładowywali furmankę.

 

W latach świetności w zakładzie pracowało dwóch fizycznych pracowników. Pan Antoni mówi, że była to ciężka i niebezpieczna praca. – Dziś to dzieciak może w tartaku pracować – machnął ręką pan Antoni – wszystko robią maszyny. – Kiedyś to aby te szyny były, co na zdjęciu widać – na nich się przesuwało bale, a dalej były cięte przez geter, taki trak.

 

W tartaku przy ulicy Bieżuńskiej pan Antoszewski pracował przez 22 lata. Praca zaczynała się o 8 rano w południe była godzinna obiadowa przerwa i później pracowało się do wieczora. Pan Kazimierz wspomina, ze to dobra praca było, choć trochę niebezpieczna. - Dzięki pracy w tartaku nie musiałem martwić się o opał na zimę, zawsze miałem go pod dostatkiem – mówi pracownik tartaku.

 

O wypadkach przy pracy nie chce dużo mówić, wspomina tylko jak mało sobie nogi siekierką nie obciął i jak wypadek zdarzył się jego koledze, który przez brak ostrożności mało nie stracił ręki.

 

Na pytanie, dlaczego dziś nie ma tartaku, odpowiada pan Zenon, syn jednego z właścicieli tego zakładu: "Umarł śmiercią naturalną, w latach osiemdziesiątych powstało wiele zakładów produkujących parkiety, tartak przegrywał z nimi konkurencję".