Projekty
Wolontariat

Statystyki odwiedzin







![]() | Dziś | 397 |
![]() | Wczoraj | 1095 |
![]() | Obecny tydzień | 7256 |
![]() | Poprzedni tydzień | 9244 |
![]() | Obecny miesiąc | 4970 |
![]() | Wszystkie | 2285999 |
Twoje IP: 38.107.179.234
,
Dziś jest: Lut 05, 2012
Jesteśmy na Facebook'u!!!!
| Telefon |
|
|
|
| Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto | |||||
| Wpisany przez Adam Ejnik | |||||
| środa, 04 marca 2009 20:48 | |||||
Choć dziś telefon jest wszechobecny, w XX wieku był prawdziwym rarytasem. Pierwsze telefony w naszym mieście należały do instytucji publicznych – telefon był w komendzie policji, w pogotowiu w urzędzie gminnym no i oczywiście na poczcie. Urzędy te były oknem na świat i tylko za ich pośrednictwem można było się dość szybko połączyć z inną miejscowością.
Jako pierwszego prywatnego użytkownika telefonu uważa się aptekarza Wolskiego – przypomina sobie pan Rutowski. Po II wojnie o telefon było niezwykle trudno. Jeszcze w latach 50 zapisywano się na specjalne listy, trzeba było dowieść, iż to narzędzie jest niezbędne. I mimo że chętnych było wielu prywatne telefony można było policzyć na palcach jednej ręki nawet do lat 70 –tych. W tamtych czasach szacuje się że 3% populacji miała dostęp do telefonu. Telefon był marzeniem również w Żurominie.
Aby połączyć się z rodziną lub znajomymi korzystano z usług poczty. U urzędniczki zamawiano rozmowę i czekało się aż pani przywoła nas tubalnym głosem: „Rozmowa nr 1 Warszawa”. Jakość tych rozmów nie była zadawalająca – słychać było trzaski, zakłócenia, rozmowy były przerywane i często jedynym dźwiękiem słyszanym w słuchawce była cisza. Rozmówcy radzili sobie jak mogli z tymi niedogodnościami, najczęściej po prostu krzyczano do słuchawek. Na ten temat opowiadano nawet anegdotę:
- Czego tak krzyczy? - spytano osobę próbującą się dodzwonić. - Rozmawiam z Warszawą. - A to nie można przez telefon.
Sytuacja poprawiła się w latach 80-tych. Powstała nowa centrala – numery było pięciocyfrowe (wcześniej trzy-). Telefonów było coraz więcej, a ludzie coraz bardziej się do nich przyzwyczajali. Rozmowę z innym miastem można było zamówić już w domowym zaciszu. W tym celu dzwoniło się do centrali telefonicznej. Tam miła pani wysłuchała naszego zamówienia i już po kilku, czasami kilkunastu godzinach łączono nas. Nikt nie gwarantował niestety, że nie słuchają nas osoby trzecie.
W czasach PRL-u nie marzono nawet o telefonie komórkowym – świadczy choćby o tym scena z filmu Podróż za jeden uśmiech: Poldek i Duduś (Henryk Gołębiewski i Filip Łobodziński) podczas podróży na Hel postanawiają wysłać z Kazimierza kartkę pocztową, aby uspokoić bliskich. Nie mają pieniędzy, na szczęście Duduś wyciąga z torby przygotowaną wcześniej kopertę ze znaczkiem: - Już zaadresowana - mówi z dumą. Wtedy Poldek pełen podziwu spytał – Stary, a ty nie masz w kieszeni przypadkowo telefonu bez drutu?
– Tylko nie fantazjuj, proszę! – odrzekł zapytany.
Minęło 30 lat. „Telefon bez drutu” już nikogo nie dziwi.
|























