szelmostwa.jpg

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś386
mod_vvisit_counterWczoraj1095
mod_vvisit_counterObecny tydzień7245
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień9244
mod_vvisit_counterObecny miesiąc4959
mod_vvisit_counterWszystkie2285988

We have: 8 guests, 27 bots online
Twoje IP: 38.107.179.232
 , 
Dziś jest: Lut 05, 2012

Współpraca

Mazowiecki System Informacji Bibliotecznej
Urząd Gminy i Miasta Żuromin
Starostwo Powiatowe w Żurominie
Program rozwoju biliotek
Polski dom kultury
Portal Informacyjny Miasta Żuromin
Tygodnik Ciechanowski
Multimedialna biblioteka młodych
Samorządowe przedszkole nr I w Żurominie
calapolska czytadziecom

Jesteśmy na Facebook'u!!!!



Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates

JEDNA TAKA SZANSA NA STO PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
czwartek, 24 grudnia 2009 18:17
Jedna taka szansa na sto
Były punk, muzyk, artysta... człowiek będący po prostu sobą.
Gra charytatywnie, bo spłaca "dług zaciągnięty u tego na górze". Ceni spokojne życie jednak ciągle protestuje balansując na krawędzi. O swoim nietypowym życiu opowiedział nam Grabaż - lider zespołu Strachy na Lachy.  

Rozmawiały Kinga Sadowska i Agnieszka Michalik.

 

KS i AM: Widząc Żuromin na waszej trasie koncertowej koło łódzkiej Dekompresji czy poznańskiego Eskulapu szczerze mówiąc czuję pewnego rodzaju dumę. Dla nas to "jedna taka szansa na sto". To mała miejscowość i choć coraz częściej to jednak za rzadko odbywają się tu tak duże wydarzenia kulturalne. Jak się tu czujecie? Często zdarza się wam grać w takich warunkach?

KRZYSZTOF „GRABAŻ” GRABOWSKI: Nie często, ale było nam bardzo miło zagrać u Państwa.

 

KS i AM: To był chyba najmniejszy Wasz koncert jeśli chodzi o liczbę słuchaczy i pomieszczenie?
KGG: Tak.

 

 

KS i AM: Świadomość, że jest to koncert charytatywny daje Wam coś? Co sądzicie o takich właśnie akcjach?

KGG: Tak, to była świadoma decyzja z naszej strony. Powiem tak, na 50 e-maili, które przychodzą do nas w tygodniu, 30 dotyczy akcji charytatywnych. To, że wybraliśmy akurat koncert w Waszej miejscowości to była tylko i wyłącznie zasługa nieugiętej postawy i konsekwencji pani Reginy Kwiatkowskiej, która jest dla Was, wolontariuszek bardzo cennym człowiekiem. Powinniście być szczęśliwe, że kogoś takiego znacie.

 

 

KS i AM: W książce Mikołaja Lizuta "Punk rock later" pada Pańska wypowiedź "Ten koncert zmienił moje życie. Oni śpiewali właśnie o tym, co chodziło po mojej głowie. Zwariowałem. (…) Ale już wiedziałem, kim chcę być"  Miał pan wtedy 17 lat, pierwszy raz był w Jarocinie, przeżył fascynację punkrockiem. Teraz ma Pan syna w naszym wieku. Czy uważa Pan, że taka droga, którą Pan poszedł jest odpowiednią ścieżką dla Pańskiego syna i dla jego rówieśników? Czy myśli Pan, że on mógłby być taki jak Pan i tak jak Pan przezywać swoje fascynacje? Czy warto?
KGG: On przeżywa swoje fascynacje. Natomiast którą z dróg wybierze to zdecyduje sam, bo to jest najfajniejsze. Bez sensu, żebym to ja wskazywał mu drogę, którą ma iść. Jest jeszcze młodym człowiekiem i szuka swojego miejsca na świecie i jak znajdzie to dobrze, będę szczęśliwy. Chcę żeby był dobrym człowiekiem i to wszystko.

 

 

KS i AM: Ale czy warto iść taką ścieżką, po której często idzie się na krawędzi?
KGG: To jest wybór każdego człowieka i po to „bozia” dała ludziom rozum i wole by móc z tego korzystać. Zacytuję tu klasyka „Czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Każdy sam wybiera swój szlak w życiu.

 

 

KS i AM: A Panu się to opłacało? Było warto?
KGG: Co prawda nie odnoszę takiego wrażenia, że jestem u kresu swojej drogi, ale póki co nie żałuję. Myślę, że to dobra droga, dobra dla mnie. Dobrze się na niej czuję. Próbowałem innych sposobów na życie i żaden mi się nie podobał tak jak ten. Jestem po prostu maniakiem muzyki.

 

 

KS i AM: W Żurominie jest wielu punków i rock’n’rollowców. Co dla Pana oznacza bycie punkiem?
KGG: Nie jestem punkiem od dobrych 20 lat. Punkrock był takim przystankiem w moim życiu. Bardzo istotnym i ważnym, bo ukształtował mnie w postać jaką teraz jestem. Natomiast jestem już za stary na bycie punkiem.

 

 

KS i AM: Więc kim Pan teraz jest?
KGG: Sobą! To jest bardziej ważne niż bycie punkiem.

 

 

KS i AM: Przeczytałam w wywiadzie z Panem, w którym powiedział Pan, że Pidżama Porno jest jak żona, Strachy na Lachy są jak kochanka…
KGG: Kłamałem, bo później powiedziałem, że żony się nie zostawia, a zostawiłem.

 

 

KS i AM: Na koncertach Pidżamy Porno występował Pan w składanym cylindrze. Jak się ma pana szapoklak?
KGG: Oddałem go do muzeum rock’n’rolla.

 

 

KS i AM: Słuchają Was tłumy młodzieży. Śpiewa Pan, cytuję "wszyscy chcą mnie zrobić w chuja" itd. Jak Pan myśli, jak będzie odbierać to polską młodzież? W końcu swoją twórczością nie głaszczecie nikogo po policzku.
KGG: Nasze dziewczyny głaszczmy po policzku. Nasze psy i koty głaszczemy… Ja myślę, że młodzież nie jest adresatem tej piosenki. Sądząc po reakcji dzisiejszej, zgromadzonej publiczności, która siedziała, mam na myśli tą starszą od was, bawiących się pod sceną - to wszyscy nam bili brawa także musi być coś na rzeczy. Dojechaliśmy, jako społeczeństwo, do takiego momentu kiedy jawne oszustwa czy to osób wysoko postawionych, czy tych niżej postawionych doprowadziły do tego, że nikt nikomu nie wierzy. Każdy wobec każdego jest nieufny. Nieufność, jako taka, jest jedyną receptą na życie w tym kraju. Śpiewam o tym, że żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja, ale za moją kasę. Politycy funkcjonują za moje pieniądze, dziennikarze piszą za moje pieniądze, służba zdrowia utrzymuje się dzięki moim podatkom, ZUS dzięki moim podatkom, policja, fachowcy… Gdy się nad tym zastanawiam i miałbym wskazać jedną część, jeden segment życia społecznego w naszym kraju, gdzie jest inaczej to chyba bym nie znalazł. Każdy każdego chce zrobić w chuja. Mi jako osobie, trochę starszej niż Wy, strasznie się to nie podoba.

 

 

KS i AM: Ten tekst jest bardzo dobitny…
KGG: Czasem staram się pisać takie właśnie dobitne teksty. (uśmiech)

 

 

KS i AM: A propos Pańskie teksty funkcjonują także jako wiersze. Musi być z Pana chyba wrażliwy facet.. ?
KGG: Nie mnie o tym sądzić.

 

 

KS i AM: W tekstach jest Pan bardzo odważnym człowiekiem. Tak samo jest w życiu prywatnym?
KGG: Nie. Prywatnie jestem bardzo nieśmiały. Przerażają mnie ludzie, zamknięte pomieszczenia. Bardzo często artyści się nieśmiałymi osobami. Scena służy jako miejsce oczyszczenie, odreagowania od stresów. Dla mnie jest to rodzaj bezpiecznego narkotyku.

 

 

KS i AM: "Żyję w kraju" to pierwszy teledysk z płyty "Dodekafonia". Pierwszy, ale jak zawsze bardzo odważny, zgłaszający głośny sprzeciw temu, co dzieje się w kraju. Czy cała płyta "Dodekafonia" będzie takim protestem? Czego możemy się spodziewać?
KGG: Najprościej będzie kupić płytę, posłuchać i wyrobić sobie własne zdanie. Ciężko jest mi powiedzieć jaka to będzie płyta. Każda osoba, która się z nią zaznajomi, nie wnikam w jaki sposób, wyrobi sobie własną opinię na ten temat. Ile posiadaczy płyt czy nagrań, tyle opinii.

 

 

KS i AM: W takim razie jak chcielibyście żeby ta płyta była odbierana? Z jakim zamiarem została stworzona?
KGG: Nasza rola kończy się w momencie kiedy płyta trafia do sklepów. My możemy na nią wpływać w studio. Możemy ją wywracać do góry nogami, z lewej strony na prawą, miotać nią o ściany, ale w momencie kiedy się już ukazuje nie mamy na nią żadnego wpływu. Ja przestaję słuchać swoich płyt w momencie kiedy one się ukazują.

 

 

KS i AM: Powiedział Pan też kiedyś o podziale wiekowym słuchaczy Pidżamy i Strachów na ludzi młodych i starszych. Zmienił pan zdanie po dzisiejszym występie? Bo przecież było sporo młodych ludzi.
KGG: Było dużo młodzieży, ale było też dużo starszej publiczności. Im mniejsze miasto tym więcej starszych ludzi przychodzi na nasze koncerty. Być może związane jest to z tym, że część młodych ludzi wieku „uczęszczającym na koncerty” wyjechała na studia z danej miejscowości. Zresztą nie wnikam w motywację ludzi przychodzących na nasze koncerty. Nie mogę wiedzieć wszystkiego… ba, nawet nie chcę wiedzieć wszystkiego. Myślę, że cel dzisiejszego koncertu także był mobilizatorem, który sprawił, że ludzie przyszli, kupili bilety i byli na naszym koncercie.

 

 

KS i AM: Na waszym forum przeczytałam taką wypowiedź: "z prądem płyną tylko śnięte ryby". Autorowi zapewne chodziło o to, że Wy ciągle idziecie pod prąd. jak Pan to skomentuje?
KGG: My?! Nie… My idziemy jakby swoją drogą…

 

 

KS i AM: Wydaje mi się, że odnosiło się to do zrezygnowania z występu podczas Super Jedynek.
KGG: To było raczej oczywiste. Pasowaliśmy tam jak pięść do nosa, jak kwiatek do kożucha. Po za tym osoby, które wówczas były za sterem polskiej telewizji i rządziły nią, są osobami, którym ja nie podaję ręki. To byli od początku mojego świadomego życia moi przeciwnicy. Brzydzę się faszyzmem jako takim i nie chcę mieć z nimi nić wspólnego.

 

 

KS i AM: Mówi się, że zespół powinien być zgrany, a ja wiem, że współpraca kilku twórczych osób nie jest wcale prosta. Jak wy czujecie się razem? To taka męska solidarność?
KGG: Pewnie, że nie jest prosta. Zgadzam się co do męskiej solidarności. To najlepszy sposób na funkcjonowanie w takiej grupie. Godzić się z innymi jest ciężko, popatrz na swoich rodziców, wiesz przecież, że często są pomiędzy nimi kwasy. Sztuka przetrwania w zespole jest też sztuką kompromisów.

 

 

KS i AM: Jesteście takimi przyjaciółmi, z którymi chodzi się na piwo?
KGG: Siłą rzeczy tak. Chociaż mamy konkretny „job” do wykonania. Bywa tak, że z chłopakami spotykam się częściej niż jestem w chacie. Każdy musi też znaleźć tu swój złoty środek. Trzeba móc oddzielić pracę i życie prywatne. Tego tak naprawdę nie da się rozdzielić, ale trzeba się przynajmniej starać. Zespół jest całym moim życiem. Jest jakimś sposobem na życie. Gdyby tego nie było byłbym nieszczęśliwym człowiekiem.

 

 

KS i AM: Ostatnio obchodziliśmy rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. W ŻCK odbył się apel z tej okazji, przygotowany przez uczniów jednej z żuromińskich szkół, na którym puszczono z płyty Pańską piosenkę „Czarny chleb i czarna kawa”. Uważa Pan to za dobrą interpretację?
KGG: Nie. To była interpretacja od czapy w ogóle. Jest to piosenka więzienna, napisana jeszcze przed II Wojną Światową… Nie wiem co ktoś chciał przez nią powiedzieć. Może miał jakieś własne wytłumaczenie tej piosenki. Wytłumaczenie, którego nie jestem w stanie teraz zgłębić. 11 listopada my w tym roku uczciliśmy wydanie singla „Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja”.

 

 

KS i AM: Niejeden chciałby osiągnąć tyle co Pan i pański zespół. Co może pan poradzić młodym twórcom?
KGG: Przede wszystkim wierzyć w siebie i mieć zajebiście dużo cierpliwości i pokory. Ja na swoją pierwszą płytę czekałem 15 lat.

 

 

KS i AM: W takim razie… zdradzi nam Pan swoje życiowe motto?

KGG: Co jest najważniejsze w życiu? ŻYCIE!

 

 

Poprawiony: poniedziałek, 25 stycznia 2010 18:58