Projekty
Wolontariat

Statystyki odwiedzin







![]() | Dziś | 387 |
![]() | Wczoraj | 1095 |
![]() | Obecny tydzień | 7246 |
![]() | Poprzedni tydzień | 9244 |
![]() | Obecny miesiąc | 4960 |
![]() | Wszystkie | 2285989 |
Twoje IP: 38.107.179.232
,
Dziś jest: Lut 05, 2012
Jesteśmy na Facebook'u!!!!
| … podziękuj wolontariuszowi … |
|
|
|
| piątek, 14 sierpnia 2009 16:45 | ||
W trakcie uroczystości wyróżniono i uhonorowano osoby zasłużone dla powiatu żuromińskiego. Wśród nagrodzonych znaleźli się również wolontariusze: Kinga Sadowska i Wojciech Klejnowski, którzy otrzymali statuetki za działalność woluntarystyczną i osiągnięcia w tej, jakże szlachetnej pracy na rzecz drugiego człowieka. Są oni żywym dowodem na to, że bezinteresowne niesienie pomocy potrzebującym, ta istota wolontariatu, to nie tylko satysfakcja i umiejętność pokonywania własnej bezsilności … to także pomoc samemu sobie. Tym bardziej cieszy wyjątkowe podziękowanie Pana Janusza Welenca – Starosty Żuromińskiego. Ze swojej strony życzę wolontariuszom nieustającego zapału i zaangażowania w dalszej działalności (pracy), tak bardzo przyczyniającej się do podnoszenia jakości życia i popularyzacji wiedzy wśród mieszkańców powiatu żuromińskiego. Gratuluję im postawy przyjaźni dla drugiego człowieka i tego, że lubią pomagać.
Regina Kwiatkowska Koordynator Centrum Wolontariatu hospicyjnego w Żurominie
Zapraszam do poznania portretów niektórych wolontariuszy; zaznaczam, że wypowiedzi są bardzo osobiste i – w mojej ocenie - zasługujące na uwagę i szacunek. PORTRET WOLONTARIUSZKI Joasia ma 23 lata i wcale niemało doświadczeń życiowych za sobą. Wolontariuszką postanowiła zostać już w LO, „zawsze miałam nietypowe zainteresowania „ – śmieje się perliście. Jej pasją były np. wielokilometrowe codzienne biegi. Biegała razem z tatą, on się odchudzał a ona kochała to zmęczenie – fizyczne, intensywne. Potem przyszedł czas studiów w WSZiP w Łodzi, a na III roku przyszła choroba. Wtedy doszła do wniosku, że musi zmienić wszystko w swoim życiu, musi zacząć robić to o czym marzyła jeszcze w liceum, czyli zacząć pracować dla dobra innych ludzi – właśnie jako wolontariuszka. Gdy trafiła do hospicjum, nie zastanawiała się nad znaczeniem tego słowa. Wiedziała tylko, że chce być z ludźmi, chce dla nich cos robić, chce być potrzebna. W CARITAS przyjęto ją ciepło, na początek zlecając proste prace biurowe do wykonania. Joasia była zadowolona. Jedna z podopiecznych hospicjum domowego pani Teresa coraz bardziej potrzebowała pomocy w prostych pracach domowych. Choroba poczyniła w niej straszne spustoszenia, nie mogła poruszać się, nie mogła tez mówić, była potwornie samotna. Początkowo Joasia robiła zakupy, sprzątała mieszkanie, ale z czasem obie zaprzyjaźniły się, rozmawiały za pomocą kartek i rozumiały się wspaniale. Ten stan trwał kilka miesięcy. Dziś nie ma już p. Teresy, ale właśnie ta znajomość wywarła największy wpływ na Joasię … uświadomiła jej, jak wielką wartością jest życie. Joasia nadal pomaga siostrom z hospicjum domowego CARITAS w pracach biurowych, ale p. Teresy nie zapomni nigdy.
wolontariuszki wysłuchała R. K.
MOJA PRZYGODA Z WOLONTARIATEM
Moją największą przygodą było spotkanie pani Basi. Osoby przybywającej na oddziale ZOLU. Osoby samotnej, którą rodzina mało kiedy odwiedzała. Gdy pierwszy raz weszłam do jej pokoju pomyślałam, że nie mogę zostawić jej samej. Choć bardzo się wstydziłam, albo może bałam rozmowy, stopniowo nawiązywałyśmy kontakt. Było to podczas odwiedzin przed Bożym Narodzeniem. Potem po wielu wątpliwościach zapadła moja decyzja, że chce chodzić na ZOL i odwiedzać tych ludzi. Przy pokoju pani Basi zatrzymują się chyba wszyscy. Nikt nie może przejść obok niej obojętnie. Dużo wspomnień z ZOL-u związanych jest właśnie z nią. Pani Basia bardzo wiele mnie nauczyła. Zawsze bałam się starości. Ona pokazała mi, że to nie jest przeszkoda, żeby być szczęśliwym. Jej radość sprawia to, że może zrobić coś dla Boga. A mi to, że ja mogę zrobić coś dla niej. Pomagam jej w wielu czynnościach, których ona nie jest w stanie zrobić. Ubieram, przebieram, zmywam a najważniejsze dla niej jest to, że jestem i rozmawiam, słucham. To co robię, robię z wielką pasją. I gdyby mi ktoś zaproponował to wszystko jeszcze raz, na pewno postąpiłabym tak samo. Bo największą i najcenniejszą zapłatą za to jest ludzki uśmiech a nie pieniądze. Każda osoba tam to nie spisana księga, cudowny człowiek. Czasem to ktoś wielki posturą, upadający na dno poprzez chorobę i czekający na pomocną dłoń. Dłoń, która wysłucha, czasem tylko to wystarczy. Niby nic, ale ja czuję, że daje tym osobom coś więcej a ich uśmiech jest czymś, co sprawia radość i motywuje. Wolontariat dał mi bardzo wiele. Przede wszystkim inaczej patrzę na świat, na swoje problemy, bo np. taka głupia bluzka jest niczym w porównaniu z chorobą i starością. Nauczyłam się, że pieniądze nie zastąpią człowiekowi obecności kogoś bliskiego. Tego, co czuję, nie jestem w stanie opisać. Może to nie ma składu i ładu, ale się starałam. autor: wolontariuszka S.K.
WOLONTARIAT I JEGO BARWY Wieść o chorobie jest straszna. Dowiedzieć się, że jest się chorym, i to w całkiem młodym wieku, bardzo boli. Dużym przeżyciem jest też gdy choruje bardzo bliska Ci osoba. W takich sytuacjach odkrywasz swoją olbrzymią bezsilność. Myślisz: Co? Jak to? To nie może dotyczyć mnie! Wydaje Ci się, że znajdujesz się w jakiejś szarej komórce, gdzie czas nie istnieje, gdzie tracisz z oczu wszystko co do tej pory było priorytetem. A gdy prym zaczyna już wieść Twoja wyobraźnia, która aż za dokładnie ukazuje Ci co może się stać, masz dość przede wszystkim samego siebie. Mija kilka dni, ty oswajasz się z sytuacją choć nadal nie przyjmujesz jej do wiadomości. Starasz się nie myśleć, zajmujesz się codziennością i tak bardzo wdrążasz się w błahe sprawy, że wydaje Ci się, że całkiem dobrze dajesz sobie radę. Przez cały czas zastanawiasz się jak pomóc osobie, którą się tak bardzo kocha. Przychodzą Ci do głowy różne pomysły: rozmowa? Nie.. za bardzo się boisz. Więc co? Najlepsze co możesz zrobić to pokazać swoją siłę, w którą teraz wątpisz, a którą masz na pewno. I tu, właśnie tu, zapala się w Twojej głowie lampka, oświetlająca napis: Wiem co mogę zrobić! Uświadamiasz sobie jaką moc będzie miało to, że podejdziesz do tej kochanej Ci osoby i po prostu, po ludzku, bez żadnego słowa przytulisz ją tak bardzo, że Ona od razu poczuje całą Twoją miłość i ciepło. Potem zaczynasz rozglądać się dookoła siebie i widzieć jak dużo jest osób, które potrzebują siły, jaką Ty właśnie w sobie odnalazłeś. Zauważasz szpital w swoim miasteczku i myślisz o ludziach, którzy tam są. Wtedy na twojej drodze staje wolontariat. Myślisz: To tu jest moje miejsce. Przemyślenia na temat pracy wolontariusza nie przychodzą łatwo i szybko, ale z czasem wiesz już po co to robisz. Na początku wydawało Ci się, że to dla satysfakcji i pokonania własnej bezsilności, która dopada Cię co krok, ale to nie to. Widząc radość i wdzięczność ludzi, przy których jesteś masz ochotę wracać do nich i coraz lepiej ich poznawać. Odwiedzasz ich regularnie na oddziale, gdzie rozmawiacie, śmiejecie się i słuchacie nawzajem. I okazuje się, że właśnie to jest najważniejsze, a dopiero na uboczu znajdujesz poczucie, że Tobie też to pomaga. I czujesz tak, nie dlatego że taka istota wolontariatu, lecz dlatego że przeżywasz coś, pewnie w maleńkim stopniu tylko podobnego do tych ludzi. autor: wolontariuszka K.S. Zdjęcia: Agnieszka Orkwiszewska, Adam Ejnik
|
||
| Poprawiony: sobota, 15 sierpnia 2009 11:48 |























