Jak przygoda, to tylko w Chicago ... w Chicago ...
Libros Lege -
Libros Lege 2010
środa, 13 października 2010 07:46
Relacja Michała Szczuckiego
Kiedy ogłoszono listę zwycięzców konkursu Libros Lege wciąż nie mogłem uwierzyć, że znalazłem się wśród nich. A jednak, wraz z Adamem, Martą, Kingą i Anią wyjechaliśmy do Stanów. Po kilku tygodniach niecierpliwego oczekiwania wreszcie dotarliśmy na Okęcie. Po przesiadce w Londynie i dziesięciogodzinnym locie wylądowaliśmy w Chicago. Pierwsze wrażenie – miasto jest ogromne, pełne wieżowców, parków i zieleni.
Przywitał nas Dyrektor Biblioteki Eisenhowera, Ron Stoch. Człowiek, bez którego wyjazd ani konkurs Libros Lege w ogóle by się nie odbyły. Z lotniska odjechaliśmy białą limuzyną, prosto do hotelu. Tam spotkaliśmy Stacy, kolejną wspaniałą osobę z Eisenhowera. Udaliśmy się na wyścigi konne (Ronowi udało się wygrać trochę pieniędzy, więc nie chciał nas puścić do hotelu, mimo że prawie spaliśmy przy stole – ale to jedna z tych rzeczy, które czynią go tak wspaniałym). Pierwsza noc w hotelu skończyła się zdecydowanie za szybko (wciąż nie byliśmy przyzwyczajeni do zmiany czasu). No i ruszyliśmy na podbój Chicago.
Przez następnych kilka dni odwiedziliśmy wszystkie najważniejsze atrakcje turystyczne Wietrznego Miasta. Shedd Aquarium, pełne zdumiewających wodnych stworzeń. Adler Planetarium, skarbnica wiedzy o kosmosie i jego zdobywcach. Field Museum – dom Sue, największego, najbardziej kompletnego i najlepiej zachowanego tyranozaura na świecie. Skydeck – przeszklony balkon na 103. Piętrze Willis Tower (dawniej Sears Tower), największego budynku w całych Stanach. Museum of Contemporary Art., gdzie przy akompaniamencie jazzu zjedliśmy wspaniałą kolację z Ronem, Stacy, Molly, i Johnem. Museum of Science and Industry, gdzie trzymają prawdziwą niemiecką łódź podwodną.
Nie chodziliśmy oczywiście tylko po muzeach. Odwiedziliśmy jeden z największych na świecie lunaparków (Six Flags Great America). Rollercoastery są tak niesamowite, że powinny zostać zakazane. W Medieval Times oglądaliśmy pojedynki średniowiecznych rycerzy w wersji amerykańskiej. Graliśmy też w minigolfa i bawiliśmy się w komandosów z laserowymi karabinami. Obejrzeliśmy mecz baseballa. White Sox przegrali 9:3. Odwiedziliśmy mnóstwo sklepów (ku ogromnej uciesze dziewczyn) i najróżniejszych restauracji. Udzieliliśmy też wywiaduw Polskim Radiu Chicago i wypiliśmy herbatę z polskim konsulem.
Jednak najbardziej niesamowitą rzeczą jaka spotkała nas w Chicago byli ludzie, których tam poznaliśmy. Zawarliśmy mnóstwo znajomości ze wspaniałymi pracownikami biblioteki Eisenhowera. Są to ludzie, których nigdy nie zapomnimy. Wiele dla nas zrobili, poświęcili nam dużo czasu, pracy i uwagi. Mamy nadzieję utrzymać kontakty z nimi wszystkimi, zwłaszcza, że teraz jest to niezwykle łatwe.
Oczywiście zaprzyjaźniliśmy się też pomiędzy sobą. Spędziliśmy ze sobą dziesięć wspaniałych dni, pełnych zabawy i wspólnego śmiechu (prawda, Marta?). Wśród tysięcy zdjęć przywiezionychz Ameryki schowaliśmy miliony szczęśliwych wspomnień. A to tylko początek znajomości.
Więc jeśli chcesz zwiedzić świat, poznać nowych ludzi i wspaniale się bawić, ucz się angielskiego i weź udział w Libros Lege 2011!